Dzisiaj jest: piątek 24 marca 2017 r. "Always Look On The MetalSide Of Life!" - Luigi


   Relacje


Betrayer - Koszalin


Return From The Abyss Of Time
Betrayer, The Dead Goats
Inferno Cafe, Koszalin - 15.11.2013 r.



Betrayer to zespół, który powinien znać każdy szanujący się fan polskiej sceny death metalowej. Mimo iż jego historia była stosunkowo krótka (1989-1994), to obfitowała w mniejsze i większe sukcesy: dzielenie sceny z Morbid Angel, Death, Carcass czy Deicide, udział w tak znanych festiwalach jak Jarocin czy Metalmania, w końcu wydanie przez Nuclear Blast debiutanckiego krążka "Calamity". Niestety, niedługo po tym, jak płyta pojawiła się na rynku europejskim, Betrayer się rozpadł i trzeba było czekać aż 18 lat, ażeby powrócił z otchłani czasu...

W 2012 roku Piotr "Berial" Kuzioła ogłosił powrót grupy. Niestety muzycy z oryginalnego składu nie byli w stanie przystąpić do projektu, tak więc musiał on skleić nowy line-up. Obecnie przedstawia się on następująco: Piotr "Berial" Kuzioła - bass, wokal; Krzysztof Tubaja - gitara, Sławek Tomkiewicz - gitara; Piotr Majka - perkusja. Oczywiście po tak długim okresie niebytu muszą pojawić się pytania odnośnie tego, czy zespół w ogóle ma coś jeszcze do powiedzenia w muzyce ekstremalnej - 18 lat to szmat czasu, a i sama polska scena death metalowa przez ten okres mocno się rozrosła, wydając na świat wiele bardzo dobrych formacji. Czy Betrayer jest w stanie się z nimi zmierzyć? O tym mieliśmy się przekonać 15.11.2013 roku podczas pierwszego w Polsce koncertu. Nie był to jednak reaktywacyjny debiut sceniczny, gdyż nieco wcześniej zespół reprezentował nasz kraj na Ragnarock Open Air 2013.

Pierwszy polski koncert odbył się oczywiście w klubie prowadzonym przez lidera formacji, a więc w koszalińskim Inferno Cafe. Bilety kosztowały 25 zł. w przedsprzedaży albo 35 zł. w dniu koncertu i na każdym z nich był specjalny kupon uprawniający do darmowego napoju: piwa z nalewaka, coli, pepsi czy też kielicha wódki. Jakby nie patrzeć była to specjalna okazja, więc coś wypić po prostu było trzeba. Zanim sceną zawładnęła gwiazda wieczoru, publiczność rozgrzało młode stażem białostockie trio - The Dead Goats - grające (a jak!) death metal. Death metal, co warto zaznaczyć, w bardziej old-schoolowej formie, przypominającej dokonania Dismember czy Entombed. Było więc szybko, mocno i bezkompromisowo. Początkowo wyczynom grupy przyglądała się ledwo garstka osób, ale z czasem pod scenę zaczęło migrować coraz więcej fanów tego typu muzyki. Świetnie spisywał się, znany z Abused Majesty, P. na gitarze i wokalu - znakomity, młody krzykacz - ale też pozostała część kapeli, to muzycy z doświadczeniem (co było widać), gdyż Psychoradek walił w bębny w Squash Bowels a obecnie, wespół z basistą The Dead Goats, gra w Neuropathii. Pod względem technicznym nie można więc chłopakom nic zarzucić - jedynie popracowałbym nad wprowadzeniami do poszczególnych kawałków, bowiem na żywo niemal wszystkie zaczynają się tak samo. The Dead Goats spędzili na scenie jakieś 45 minut, pokazując, że są zespołem na który warto mieć oko. Ich płyta zbiera dobre recenzje, podobnie ostatnia EP-ka, więc jeśli lubicie łupanie w starym stylu, to warto sięgnąć po któreś z ich wydawnictw.

Po krótkiej przerwie pod scenę udali się wszyscy goście Inferno Cafe, bowiem rozpocząć się miał koncert, który po prostu musiał przejść do legendy klubu - nieczęsto się bowiem zdarza, aby w Koszalinie jakiś zespół dawał pierwszy w Polsce koncert. Szybko zaczęto chóralnie skandować "Betrayer! Betrayer!" i po kilku minutach na scenie pojawiła się reaktywowana legenda polskiego death metalu. Jeśli ktoś myślał, że wskrzeszenie grupy było zwykłą, pozbawioną sensu fanaberią Beriala, ten szybko musiał zmienić zdanie. Po krótkim intrze, Betrayer strzelił wszystkim w twarz kawałkiem "From Beyond The Graves" (album "Calamity"), pokazując jak powinno się grać tego typu muzykę. Aż trudno było uwierzyć, że kapela nie istniała 18 lat, ponieważ wszystko brzmiało wybornie, a zespół zachowywał się na scenie jakby, zamiast w trumnie, ostatnie lata spędził na ciągłym koncertowaniu. Widać, że bardzo starannie przygotowywali się do tego występu. Obawiałem się trochę, że Berial na wokalu może troszeczkę nie wyrabiać, ale na szczęście byłem w błędzie - Piotr spisał się znakomicie i spokojnie można go postawić obok np. Petera z Vader.

Na setlistę składały się nie tylko kawałki z debiutanckiego krążka (m.in. "After Death", "Wrathday", "Long Before You Will Die") ale również nowe kompozycje. Grupa bardzo wyraźnie dała przez to do zrozumienia, że nie powraca po to, aby "jechać" i zarabiać na historii. Nowości było sporo i w niczym nie ustępowały one starym "hitom": dobre riffy, potężny wokal, świetna praca wszystkich muzyków - panie i panowie, jest na co czekać! Publiczność pod sceną dawała z siebie wszystko: skandowała nazwę zespołu i urządzała piekiełko, z którego nie można się było wyrwać. Berial pomiędzy numerami przybliżał historię poszczególnych numerów i widać było, ze był zachwycony przyjęciem, jakie zgotowali mu fani z Koszalina. Czy można się więc dziwić temu, co nastąpiło po zakończeniu podstawowego setu, na który składało się łącznie 12 numerów?

Mimo iż grupa zagrała wszystko co miała na ten wieczór przygotowane, publiczność ciągle nie miała dość i kazała Betrayerowi dalej "napier*alać". Cóż, jak ktoś tak ładnie prosi, to nie można odmówić, prawda? Po wypiciu piwa/drinków, grupa wróciła na scenę, aby jeszcze trochę pograć. Najpierw troszkę "jammowania", a potem pytanie do fanów, co właściwie mają im zaserwować. Ktoś krzyknął "After Death"? Proszę bardzo! Następnie znów, jakże znakomita zresztą, wersja "Long Before You Will Die" i kawałek rozpoczynający wieczór - "From Beyond The Graves". Zespół jeszcze raz podziękował za iście diabelską zabawę i udał się na zaplecze w celu delektowania się napojami alkoholowymi, ale zaznaczając, że "być może" jeszcze coś zagrają. Kilkanaście minut i kilka piw później, Berial wrócił na scenę, aby pogadać trochę z tymi, którzy ciągle nie chcieli iść do domu. Trochę się powygłupiał, zaprosił kolegów na solówki, po czym grupce najbardziej wytrwałych metalheadów Kuzioła i spółka zaserwowali jeszcze "Blasphermious Me" oraz "Azazel".

Koncert zakończył się o godzinie 23:20 po ponad dwugodzinnej dawce death metalu. Betrayer pokazał wszystkim, że wrócił, ma się dobrze, i jest w stanie namieszać na polskiej scenie. Stare kawałki jeszcze nigdy nie brzmiały tak dobrze, nowe numery z kolei pokazują, że jest na co czekać - album o roboczym tytule "Agnosticon" już niedługo powinien być skończony. Ja czekam z niecierpliwością.

Setlista:

01. Intro
02. From Beyond The Graves
03. Demonrise
04. After Death
05. Strike The Earth
06. Before Long You Will Die
07. Beware
08. Wrathday
09. Revenge
10. Blasphemious Me
11. Azazel
12. Morbid
---BIS---
13. After Death (Reprise)
14. Before Long You Will Die (Reprise)
15. From Beyond The Graves (Reprise)
---BISII---
16. Blasphemious Me (Reprise)
17. Azazel (Reprise)



Autor: Chidder

Data dodania: 27.11.2013 r.

 


PARTNERZY:

         

     

© http://www.METALSIDE.pl 2000 - 2017 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!