Dzisiaj jest: piątek 24 marca 2017 r. "Always Look On The MetalSide Of Life!" - Luigi


   Relacje


Decapitated - Koszalin


Blood Mantra 2015
Decapitated, The Sixpounder, Thy Disease, Materia
Koszalin, Klub CK105 - 31.01.2015


Pod koniec stycznia do Centrum Kultury 105 w Koszalinie zawitał zespół należący do ścisłej czołówki światowej sceny ekstremalnego grania - Decapitated. Zespół w ramach drugiej części polskiej trasy promocyjnej ostatniego krążka ("Blood Mantra") odwiedził łącznie osiem miast, a koncert w Koszalinie był ich przedostatnim występem. Wzorem "vaderowskiego" Blitzkrieg, główną gwiazdę wspomagały zaprzyjaźnione kapele, reprezentujące różne metalowe style - Materia, The Sixpounder oraz Thy Disease. Koncert odbył się w budynku Centrum Kultury 105, a bilety kosztowały 40 zł. w przedsprzedaży i 50 zł. w dniu koncertu. Frekwencja dopisała, fani przyjechali z całej okolicy a wśród nich dało się zauważyć również i muzyków: był Berial z Betrayer, członkowie Quy czy też przedstawiciele Pampeluny - wszyscy chcieli zobaczyć Vogga i spółkę na żywo i przekonać się na własne oczy, że ekipa z Krosna to jeden z najlepszych metalowych składów na świecie.

Kolejność grania zespołów na trasie zmieniała się w zależności od miasta i zawsze na pierwszy ogień szła grupa najbardziej znana w okolicy. Oczywistym wyborem w przypadku Koszalina była pochodząca ze Szczecinka (mieszkająca więc "po sąsiedzku") Materia. Mimo iż występowała już w tym mieście wielokrotnie, to niestety finalistów Must Be The Music jakoś nigdy na żywo złapać nie mogłem. W końcu jednak ową zaległość nadrobiłem. Koncert rozpoczął się o godzinie 19:15 i trwał jakieś pół godziny - troszkę krótko, no ale biorąc pod uwagę ilość grup można to było zrozumieć. Chłopaki mieli małe problemy ze zmieszczeniem się na scenie, bowiem sporą jej część zajmowały (zasłonięte jeszcze) banery głównej gwiazdy oraz zestaw perkusyjny Młodego, zlokalizowany na podwyższeniu z tyłu; reszta kapel korzystała z bębnów z przodu, co mocno ograniczało możliwość poruszania się. Chłopaki jakoś się tam jednak wcisnęli i zagrali interesującą mieszankę różnych stylów, począwszy od metalcore'u na muzyce progresywnej kończąc, zahaczając przy tym wszystko pomiędzy. Było więc trochę czystego śpiewu, jeszcze więcej krzyków, były połamane rytmy, wpadające w ucho melodie i świetne solówki w wykonaniu Adriana Dubińskiego - nie obraziłbym się, gdyby dano mu więcej czasu antenowego. Grupa zaprezentowała nie tylko numery z poprzednich krążków (jak chociażby "B17"), ale również pochwaliła się materiałem z nadchodzącego albumu "We Are Materia" ("Place Of Find"). Nie jest to może moja para kaloszy, ale było nieźle i oglądało się to wszystko z zainteresowaniem - jak ktoś lubi takie nowoczesne granie, to powinien się na ich występ wybrać.

Po krótkiej przerwie małe zaskoczenie, gdyż drugim zespołem który zainstalował się na scenie był Thy Disease - spodziewałem się raczej, że ta doświadczona ekipa wystąpi przed gwiazdą wieczoru a tu proszę. Zespół wystąpił w składzie Yanuary, Syrus, Ireq oraz Hejmo i zaprezentował głównie materiał z ostatniej płyty - "Costumes Of Technocracy". Płyta mi się podobała, więc na dobór repertuaru narzekać nie mogłem. Szkoda tylko, że nagłośnienie nie było tym, czego bym oczekiwał w przypadku takiej muzy. Nie jest to bowiem typowy death metal, tylko taki podlany sporym sosem z elektroniki - żeby więc usłyszeć wszystkie smaczki, dźwięki musi być czysty. A nie był. Puszczane partie VX-a niekiedy gubiły się pod naporem perkusji, gitar i ryku Syrusa, przez co grupa nieco traciła na oryginalności. Trzeba przy tym jednak przyznać, że w wersji live poszczególne kawałki są dużo brutalniejsze, co jest zasługą głównie Sebastiana Syroczyńskiego - może i nie "śpiewa" tak melodyjnie jak na płycie, ale za to z wielką mocą (choć darować mógł sobie czyste partie w "Slave State"). Podobała mi się również żywiołowa gra Irka Gawlika na perkusji - fajnie było na niego popatrzeć. Występ trwał również nieco ponad pół godziny i cóż, był to koncert niezły, ale czegoś mu jednak brakowało. Dobrze że w końcu zawitali do Koszalina (dopiero po raz pierwszy!), dotrzymując tym samym słowa (trasa promująca ostatni album została przerwana, przez co koncert w Inferno Cafe odwołany), ale chciałbym zobaczyć ich w roli headlinera i z lepszym nagłośnieniem. Tutaj było solidnie. Tylko, albo aż.

Znowu krótka przerwa i przyszedł czas na ostatni tego dnia support, a więc The Sixpounder. Nie spodziewałem się po nich zbyt wiele, gdyż ich występ w Must Be The Music pamiętam i mnie nie porwał, a i materiał który odsłuchałem przed występem był... różny. Grupa posiada zarówno mocne i szybkie metalowe kawałki, nudniejsze i bardziej przewidywalne metalcore-owe, jak i ckliwe ballady. Na szczęście wiedzieli czego oczekuje publiczność, więc postawili na swoje najmocniejsze numery i zaprawdę powiadam wam - ten krótki set to była prawdziwa petarda. Nie wiem jakby poradzili sobie podczas dłuższego koncertu, ale mając pół godziny wgnietli wszystkich w ziemię. Wszystko się tu zgadzało, wszystko grało, poszczególni muzycy dawali z siebie wszystko, a i brzmienie było jakby troszkę lepsze. Publiczność szalała pod sceną, wokalista zachęcał do wspólnej zabawy, poszczególne numery wpadały w ucho - nie mogło się to nie podobać. Bezsprzecznie był to najlepszy set ze wszystkich trzech grup występujących w roli supportów, a "The Hourglass" do tej pory regularnie leci z głośników. Panowie, więcej takich numerów! Jeśli w przyszłości po raz kolejny zawitają do Koszalina, to na pewno skorzystam z okazji zobaczenia ich raz jeszcze.

W końcu przyszedł czas na odsłonięcie dwóch dużych grafik promocyjnych "Blood Mantry" i zaraz po tym usłyszeliśmy intro zapowiadające nadejście gwiazdy wieczoru. Scena pogrążona w półmroku, wielkie logo z sentencją nawiązującą do tragicznej przeszłości grupy ("siła poprzez cierpienie"), Młody wślizguje się na tron, a zaraz po nim wpada reszta grupy i zaczyna się iście piekielne show. Decapitated postawiło głównie na kawałki z nowej płyty, ukazującej nieco inne oblicze zespołu: może nie mniej brutalne, ale na pewno bardziej melodyjne. Nie każdemu ta zmiana w graniu się podobała, ale dla mnie to dobrze, że grupa nie siedzi w miejscu i szuka również nowych rozwiązań. Oczywiście nie zabrakło kawałków z pierwszych płyt Vogga, ale większość setu to dwa ostatnie albumy - minus? W żadnym wypadku, bowiem były to krążki solidne.

Decapitated na żywo okazało się maszyną, której nie da się zatrzymać. Oczywiście motorem napędowym i zarazem jedynym członkiem oryginalnego składu jest Vogg - ukryty pod burzą włosów, czarujący niesamowitymi solówkami (najlepsze fragmenty koncertu?) i rwanymi riffami - ale i pozostali muzycy są znakomici. Piotrowski na wokalu to prawdziwe sceniczne zwierzę; doskonały frontman, nie tylko rewelacyjnie wyglądający (cóż za włosy!), ale również posiadający potężny głos. Świeża krew w postaci Paska na basie oraz Młodego na perce również dodaje siły w występach na żywo. Troszeczkę obawiałem się następcy Vitka i Krimha, ale Michał Łysejko opuścił scenę z tarczą - będąc parę lat temu na koncercie jego poprzedniego zespołu (Access Denied) nie przypuszczałem, że tak szybko trafi on do pierwszej ligi ekstremalnego grania. Spisał się bardzo dobrze, a przecież wszyscy wiedzą, że to nie lada wyczyn zagrać bezbłędnie takie numery jak "Spheres Of Madness" czy "Post (?) Organic".

Brzmienie grupy było przejrzyste, instrumenty słychać było doskonale i aż szkoda, że nie postarano się o taką selektywność w przypadku supportów. No ale cóż, gwiazda posiada pewne przywileje, prawda? Koncert trwał nieco ponad godzinę i był to występ, o którym będzie się długo mówić. Nieczęsto bowiem się zdarza, aby do Koszalina przyjeżdżały gwiazdy światowego formatu - a taką bez wątpienia jest ekipa z Krosna. Decapitated zachwyciło formą i udowodniło, że pomimo częstych zmian w składzie ciągle należy do czołówki nie tylko polskiego ale i światowego metalu. Po tym co zobaczyłem mam nadzieję, że również i z nowym krążkiem panowie powrócą i będę miał okazję zobaczyć ich po raz drugi.

Setlista:

01. Gambit (Intro)
02. Exiled In Flesh
03. The Blasphemous Psalm To The Dummy God Creation
04. Blood Mantra
05. Post (?) Organic
06. Homo Sum
07. Pest
08. Lying And Weak
09. Carnival Is Forever
10. Veins
11. Nest
12. Instinct
---
13. Spheres Of Madness



Autor: Chidder

Data dodania: 07.02.2015 r.

 


PARTNERZY:

         

     

© http://www.METALSIDE.pl 2000 - 2017 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!