Dzisiaj jest: piątek 24 marca 2017 r. "Always Look On The MetalSide Of Life!" - Luigi


   Relacje


Annihilator - Kraków


Annihilator, Harlott, Archer
Fabryka, Kraków - 23.10.2015 r.


Annihilator widziałam na żywo dwukrotnie - pierwszy raz w nieistniejącym już krakowskim Lochnessie w 2010 roku, następnie trzy lata później na Wacken i jakoś mnie nie przekonywały ich koncerty, choć płyty (szczególnie pierwsze dwie) uwielbiam. ‎Jak to mówią, do trzech razy sztuka, poszłam do Fabryki i tym razem było zupełnie inaczej, a klub opuściłam w pełnym zachwycie.

Zwykle omijam supporty i przychodzę do klubu dopiero na główny zespół, tym razem zrobiłam wyjątek i byłam na całości. Jako pierwszy zaprezentował się zespół Archer ze Stanów, grający heavy metal. Wytrwałam dwa numery, niestety mocno przynudzali, więc dałam sobie spokój i poszłam na piwko. Słyszałam zza ściany jak grają i nic szczególnego sobą nie reprezentowali, ale nie wymagam dużo od pierwszego supportu. O dziwo zgromadzili pod sceną sporą publikę, więc może tylko ja miałam tak krytyczne podejście.

Drugim zespołem był Harlott z Australii grający thrash metal w starym stylu. Jak na support całkiem nieźle wypadli, nie grali nic odkrywczego, thrash jakich wiele, ale udało im się rozruszać publikę. Cóż z tego, i tak pewnie wkrótce się o nich zapomni, zbyt wiele już jest tego typu zespołów, ale dobrze im życzę, są nieźli.

Po supportach krótka przerwa i wreszcie główna atrakcja wieczoru - Jeff Waters i spółka. Gdy wreszcie usłyszałam intro - "Rock You Like A Hurricane", zaczęłam przepychanki pod scenę, udało się dotrzeć do trzeciego rzędu, a później pod same barierki. Ludzie pod sceną w dobrych nastrojach, nucili intro wraz ze Scorpionsami. W końcu Annihilator wkroczył na scenę, a fani entuzjastycznie ich powitali. Na początek zapodali nam "King Of The Kill", bardzo dobry otwieracz, tłum natychmiast zaczął szaleć, a górą przelatywało mnóstwo ciał. Następnie poszły trzy kawałki z nowej płyty - "Snap", "Suicide Society" i "Creepin' Again". Fanką tego wydawnictwa nie jestem, według mnie krążek jest słaby, na żywo brzmiało to trochę lepiej, ale mnie nie ruszyło. Zresztą nie była to tylko moja opinia, znajomi po koncercie przyznali, że początek ich nudził. Cóż, trasa promująca nową płytę nie może się obyć bez przynajmniej paru numerów z niej. Na szczęście dalej było już tylko lepiej, mianowicie poleciało "No Way Out" z poprzedniej płyty "Feast". Po tych wszystkich nowinkach nastał wreszcie czas staroci, czyli tego, na co czekałam ja i zapewne cała publika. "Set The World On Fire" wypadło już idealnie, po nim serwowany był klasyk za klasykiem. Muzycy szaleli, publika wraz z nimi wykrzykiwała refreny, odbiór był mega pozytywny.

Aaron Homma (gitara) i Cam Dixon (bas) biegali z jednego końca sceny na drugi, wszędzie było ich pełno. W pewnym momencie Jeffowi strzeliło coś do głowy i zaczął wskazywać wypatrzone przez siebie osoby, by ochroniarze wciągnęli je na scenę. Na pierwszy ogień poszła parka spod barierek, a przy kolejnych kawałkach kolejne osoby. Jako drugie wskazał mnie i dziewczynę obok, jednak ochroniarze zabrali tylko ją, a mnie zostawili, na szczęście później znów zostałam "wytypowana" i miałam okazję obserwować koncert z innej perspektywy i pogibać się na scenie. Muzycy co chwilę do nas podbiegali i grali wprost przed nami, Homma dał nam nawet porzępolić na swej gitarze. Coraz więcej ludzi przelatywało górą, usiłując wbić się na scenę, jednak Waters nie każdemu pozwalał (chyba chciał sobie stworzyć fanclub składający się w głównej mierze z ładnych dziewczyn). O dziwo na koncercie, który był dzień później w Warszawie, podobno nie było żadnych tego typu akcji, tylko dwóch gości notorycznie wlatywało na scenę, ale to wszystko. Między kawałkami opowiadał różne historie, wspomnienia z tras, czy żarciki, co publika przyjmowała z wielkim entuzjazmem. Usłyszeliśmy świetne solo na perkusji w wykonaniu Mike'a Harshawa, była moc! Zapodali też żartobliwy kawałek "Chicken And Corn", który Jeff nagrał dla swojego synka, po czym "po kryjomu" umieścił na końcu płyty "Carnival Diabolos". Prawie na koniec doczekaliśmy się "Alison Hell", na co wszyscy czekali już od początku show. Po nim muzycy na chwilę zeszli ze sceny, publika skandowała "Annihilator", czy też klasyczne "napie*dalać", tamci szybko wrócili i zagrali nam niestety tylko jeden bis "Human Insecticide".

Na koncercie cała sala była po brzegi wypełniona, chyba niemal wszystkie bilety się wyprzedały, zresztą nie dziwię się - nie codziennie mamy okazję widzieć na żywo legendy thrashu. Ostatnio tak dużą frekwencję widziałam w Fabryce na Death To All, zwykle przybywa mniej ludzi. Przekrój wiekowy był bardzo zróżnicowany, dało się zauważyć zarówno 16-latów, jak i fanów pod siedemdziesiątkę - w końcu muzyka łączy pokolenia. Jeff Waters i spółka byli w świetnej formie, widać było, że świetnie się bawią na scenie, uśmiechy nie schodziły im z twarzy, a wszystkie kawałki grali z wielkim powerem. Frontman tego dnia był chory, ale gdyby tego nie powiedzieli, to nawet bym się nie zorientowała, tyle było w nim energii. Momentami pozwalał śpiewać publice, by trochę sobie odpocząć. Dla mnie koncert był bardzo udany, setlista nieźle ułożona, dość przekrojowa, dużo starych kawałków, tylko trochę za dużo z najnowszej płyty. Muzycy w świetnej formie, dali z siebie wszystko, pełna sala publiki stworzyła dobry klimat. Już nie mogę się doczekać, aż znowu nas odwiedzą.

Zwieńczeniem koncertu była dla mnie impreza na backstagu, ‎na którą zespół zaprosił część osób, które wciągnął na scenę. Nie obyło się bez wspólnych fotek, wyściskania muzyków i pogaduszek przy piwku, a nawet łez wzruszonej 17-latki. Wszyscy są bardzo pozytywni i ogromną przyjemnością było dla mnie ich poznać. Aaron Homma jest fanem Behemotha, Vadera i Decapitated. Ciekawe tylko, na jak długo Annihilator pozostanie w takim składzie, muzycy u nich często się zmieniają, więc może na koncercie za parę lat zobaczymy Jeffa z zupełnie inną ekipą, czego bym nie chciała, bo obecną już polubiłam.

Dopisuję Kanadyjczyków do mojej listy "must-see za każdym razem, gdy są w Polsce", a tym, którzy nie pojawili się tym razem, polecam stawić się na kolejnym koncercie.

Setlista:

01. King Of The Kill
02. Snap
03. Suicide Society
04. Creepin' Again
05. ‎No Way Out
06. Set the World on Fire
07. ‎W.T.Y.D
08. Never, Neverland
09. ‎Tricks And Traps
10. Second To None
Maximum Satan Intro
11. ‎Refresh The Demon
12. Drum Solo (Mike Harshaw)
13. ‎Ultraparanoia
14. Braindance
15. Phantasmagoria
‎16. Chicken And Corn
17. Kraf Dinner / 21
18. Alison Hell
19. Human‎ Insecticide



Autor: Anna Jaglarz

Data dodania: 26.10.2015 r.

 


PARTNERZY:

         

     

© http://www.METALSIDE.pl 2000 - 2017 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!