Dzisiaj jest: piątek 24 marca 2017 r. "Always Look On The MetalSide Of Life!" - Luigi


   Relacje


Slayer - Jarocin


Slayer, Acid Drinkers, Hunter
Jarocin Festival - 09.07.2016 r.


Wyjazd do Jarocina na koncert zespołu Slayer kołatał się w mojej głowie od jakiegoś czasu. Jednak ostateczna decyzja została podjęta dwa dni przed nim. Skład Jarocin Festival niezbyt mi pasował, więc w grę wchodziła tylko jednodniowa opcja. Na miejsce przybyliśmy w sobotę koło południa i kilka kolejnych godzin poświęciliśmy na integrację ze znajomymi, którzy wybrali się na całą imprezę.

Na teren festiwalu weszliśmy w trakcie koncertu zespołu Hunter i od razu kierujemy się w stronę barierki. O dziwo - spore luzy pod scena i bez większego problemu docieramy do 2 rzędu. A w takim przypadku "moje ulubione miejsce koncertowe" jest tylko kwestią czasu i pewnej cierpliwości. Hunter pograł całkiem fajnie, oczywiście jak na swoje możliwości. Na scenie (strasznie wysoko ustawionej) sporo się działo, nie zabrakło nawet pirotechniki. Ja jednak bardzo niecierpliwie oczekiwałem Slayera… co chyba specjalnie nie dziwi. Ostatnio widziałem ich przed Iron Maiden w Poznaniu (2014 r.) jako support, oraz na Wacken (ten sam rok) w pełnym show. Co ciekawe, na tym drugim też była grana barierka…

Start koncertu miał lekką obsuwę, no ale jak już zaczęli, to nie było zmiłuj. Początek był piorunujący: "Repentless"! To świetny utwór na otwarcie występu. A z nowej płyty poleciały jeszcze dwa numery: "When The Stillness Comes" i "You Against You". Slayer na żywo jeńców zazwyczaj nie bierze i tym razem było podobnie. Od początku do końca była agresja, muzyczny szał i totalna rozpierducha. Wiadomo, że Tom Araya już nie szaleje, jak kiedyś i nie ma też Jeffa. Jednak pozostaje wciąż ta muzyka i jej moc, no i przecież Gary Holt sroce spod ogona nie wypadł.

Slayer swoje show prowadzi dosyć ascetycznie. Skromny wystrój sceny, na której zmieniły się tylko dwie płachty z tyłu, jest rekompensowany świetnymi światłami. Z wielką przyjemnością można było oglądać ten aspekt koncertowego show. Jednak jak zwykle najważniejsza jest muza i tutaj fani (w tym ja) oczekiwali oczywiście klasyków. Nie zabrakło rzecz jasna "War Ensemble", "Postmortem", czy "Mandatory Suicide". Jednak to, co Slayer przygotował na zakończenie koncertowego seta, to po prostu palce lizać. Po kolei poleciały: "Dead Skin Mask", "Seasons In The Abyss", "South Of Heaven", "Raining Blood", "Black Magic" i "Angel Of Death". Czy coś więcej trzeba tutaj dodawać? To było mordercze zakończenie! "Anioł Śmierci" oczywiście z wielką płachtą dedykowaną Jeffowi, co już u Slayer jest tradycją.

To był bardzo energetyczny występ, okraszony świetnymi światłami. Na scenie największe szoł robi Gary Holt (wracaj na koncerty do Exodus!), którego pełno jest na całej scenie. Kerry King ciut spokojniejszy, ale kilka razy odwiedził naszą stronę. Tom Araya po swoich problemach zdrowotnych, skupiony tylko i wyłącznie na basie i śpiewie. Muzycznie - petarda. Oczywiście ktoś "dowcipnie" może stwierdzić, że teraz to tak naprawdę jest tylko 1/2 Slayera w Slayerze. Szczerze mówiąc? Ja nie mam z tym najmniejszego problemu. Widziałem ten zespół w oryginalnym składzie (z Lombardo) kilka razy, widziałem też ostatnio w obecnym. Hanneman opuścił nas na zawsze (R.I.P), a Paul Bostaph? To przecież jego trzeci raz z tym zespołem...

Pod koniec koncertu była mała przerwa, podczas której wręczono muzykom Złote Płyty za polską sprzedaż albumu "Repentless". Tutaj doszło do dosyć zabawnej sytuacji. Po wręczeniu wspomnianej nagrody, do mikrofonu podszedł Araya z wielką kartką (A4!) i zaczął coś dukać po... polsku. Komedyjka była niezła, bo po dwóch pierwszych słowach "diekuja bardo" (które notabene zapamiętał wcześniej, bo w czasie koncertu kilka razy nimi rzucił), zaczął coś bardzo niesprawnie literować. Oczywiście publika podchwyciła temat i śmiechu było co nie miara. Tomek na szczęście niespecjalnie się przejął swoimi umiejętnościami lingwistycznymi i sam się śmiał z tego, co próbował mówić. Z tego, co można było się domyślić, były to jakieś ogólne frazesy typu: "dziękujemy bardzo, bez was nie byłoby to możliwe". Pomysł na to podziękowanie był całkiem fajny, jednak nie wyszło to do końca tak, jak miało. Ale przynajmniej trochę nieoczekiwanej rozrywki wszyscy mieliśmy.

Po tej króciutkiej przemowie Slayer odpalił "Angel Of Death" i pozamiatali dokładnie niedobitki pod sceną. Naprawdę końcówka tej setlisty była iście mordercza, co oczywiście tylko i wyłącznie w 100% mi podpasowało. Muzycy elegancko się z nami żegnają, Tomek oczywiście bryluje z tym swoim "diekuja bardo", a Gary Holt i Kerry King rzucają swoje kostki w publikę. No i oczywiście co? Haha... a jakżeby inaczej - kosteczka od Holta jest moja! Niesamowite, co mam szczęście w tym roku!! Idealne zakończenie tego kapitalnego koncertu. Slayer pozamiatał, bez dwóch zdań i, szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z tym zespołem.

To nie był jeszcze koniec koncertowych emocji tego dnia. Jarocin Festival 2016 zamykał zespół Acid Drinkers, który przygotował specjalny występ: "A Tribute To Lemmy". Jak łatwo się domyślić, grano tylko i wyłącznie numery Motörhead (no z jednym wyjątkiem - "Pizza Driver" na bis). Bardzo fajny pomysł i z dużym zainteresowaniem czekałem na to, co usłyszę. Niestety już od pierwszych chwil występu odbiór lekko zepsuł mi dźwięk. Było cholernie za głośno i momentami dosyć nieprzyjemnie, a jeszcze często odpalano stroboskopy, co tylko potęgowało niemiłe doznania. Fakt, nigdy nie byłem wielkim fanem Kwasożłopów, ale taka formuła koncertu mnie zaintrygowała. Zresztą posłuchać klasyków Motörhead to zawsze spora przyjemność, tym bardziej, że ze sceny poleciały m.in.: "Iron Fist", "(We Are) The Road Crew", "Stone Dead Forever", "Overkill", "Born To Rise Hell" (ten sprawił mi ogromną radość), czy "Ace Of Spades". Ogólnie pozytywny koncert.

Z Jarocina wyjechałem bardzo zadowolony - po tym, co zrobił Slayer, nie było innej opcji. Widziałem ten zespół po raz siódmy i nie mogę się doczekać kolejnego. Ta kapela nie zawodzi i na żywo to cud, miód i orzeszki. Mam nadzieję, że w przyszłym roku znowu usłyszę Tomka i jego "diekuja bardo". A może do tego czasu nauczy się nawet czegoś więcej?

Galeria zdjęć z koncertu




Autor: Gumbyy

Data dodania: 15.07.2016 r.

 


PARTNERZY:

         

     

© http://www.METALSIDE.pl 2000 - 2017 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!